W ostatni weekend starsza córcia wyjechała z dziadkami, żona
ruszyła na zakupy, a ja zostałem w domu
z młodszą latoroślą, która koło południa zwinięta w kłębek zasnęła. Korzystają
z nadarzającej się okazji rozsiadłem się wygodnie na sofie i zacząłem czytać
książkę. Otoczyła mnie cudowna cisza, a
po chwili uświadomiłem sobie jak rzadko miewam takie momenty.
Kiedyś (w czasach gdy dzieci były odległym, hałaśliwym czymś biegającym po podwórkach) bywało, że na całe dnie zaszywałem się w swoim pokoju, by poczytać książkę. Gdy czułem znużenie robiłem sobie drzemkę. Dziś (w czasach gdy dzieci są bliskim, hałaśliwym czymś biegającym pod domu) brzmi to jak bajka. Czytanie książkę w pośpiechu, po stronie, po rozdziale, gdy tylko pojawi się okazja, stało się codziennością. Średnia roczna przeczytanych stron spadła dramatycznie (nie liczę tu oczywiście bajek czytanych na dobranoc). Tym bardziej doceniam takie chwile, w których mogę spokojnie usiąść i poczytać. Z czasem zapewne pojawi się ich więcej, na razie jednak muszę zadowolić się takimi momentami. Na szczęście niedawno starsza córcia sprzedała mi swoją wizję przyszłości.
Kiedyś (w czasach gdy dzieci były odległym, hałaśliwym czymś biegającym po podwórkach) bywało, że na całe dnie zaszywałem się w swoim pokoju, by poczytać książkę. Gdy czułem znużenie robiłem sobie drzemkę. Dziś (w czasach gdy dzieci są bliskim, hałaśliwym czymś biegającym pod domu) brzmi to jak bajka. Czytanie książkę w pośpiechu, po stronie, po rozdziale, gdy tylko pojawi się okazja, stało się codziennością. Średnia roczna przeczytanych stron spadła dramatycznie (nie liczę tu oczywiście bajek czytanych na dobranoc). Tym bardziej doceniam takie chwile, w których mogę spokojnie usiąść i poczytać. Z czasem zapewne pojawi się ich więcej, na razie jednak muszę zadowolić się takimi momentami. Na szczęście niedawno starsza córcia sprzedała mi swoją wizję przyszłości.
Wracając do domu ze szkoły rozmawialiśmy nieco o zmęczeniu i
braku snu. Gdy powiedziałem, że najchętniej położyłbym się na chwilę pod jakimś
drzewem i pospał nieco, córcia rzekła z powagą:
- Tato, to jak wrócimy do domu, ja sobie poczytam książkę,
Amelka pobawi się na swojej macie, a ty się położysz i sobie pośpisz.
Ta wizja, choć zupełnie nierealna, szalenie mi się
spodobała. Oczywiście po powrocie do domu, tradycyjnie stałem się „zabawką”,
bez której córeczki obejść się nie mogą. O żadnym czytaniu nie było mowy, a już
o spokojnym bawieniu się na macie, bez pomocy taty, mogłem zapomnieć. Gdy
jednak pomyślę sobie o tym, co powiedział mi córcia, dochodzę do wniosku, że
może za jakiś czas faktycznie tak się stanie. Dzieci podrosną, będą bawić się
razem, a ja położę się, zrelaksuję, poczytam książkę w oczekiwaniu na… krzyk lub
płacz jednego z nich. No cóż, zawsze milo sobie pomarzyć. A nuż się kiedyś
spełni.
Jacek Łosak

0 komentarze:
Prześlij komentarz