Gdy za oknami sypie… pada deszcz, a zima przypomina jesień, trudno zabrać się za solidne lepienie bałwanów. Niestety zimy z mojego dzieciństwa są już jedynie dobrymi wspomnieniami wartymi opowieści. Całkiem niedawno udało nam się jednak z córcią trafić na odrobinę śniegu i nie tylko nieco pozjeżdżaliśmy się na sankach, ale również narysowaliśmy na drodze bałwana. Tak, tak, narysowaliśmy. Śniegu było bowiem tak mało, że można było na nim jedynie rysować.
Gdy za oknami sypie… pada deszcz, a zima przypomina jesień, trudno zabrać się za solidne lepienie bałwanów. Niestety zimy z mojego dzieciństwa są już jedynie dobrymi wspomnieniami wartymi opowieści. Całkiem niedawno udało nam się jednak z córcią trafić na odrobinę śniegu i nie tylko nieco pozjeżdżaliśmy się na sankach, ale również narysowaliśmy na drodze bałwana. Tak, tak, narysowaliśmy. Śniegu było bowiem tak mało, że można było na nim jedynie rysować.
Po raz pierwszy w tak zwanym biegu masowym wystartowałem w roku 2010. Wtedy dystans nieco ponad 5 km budził we mnie niemałe obawy. Okazało się jednak, że nie tylko go pokonałem, ale również sprawiło mi to ogromną radochę. Był to dzień, w którym ostatecznie złapałem bakcyla biegania. Jednak mój pierwszy długi bieg wiązał się z lekcją WF-u w podstawówce i dystansem 2 km. Ówcześnie obciążony byłem sporą nadwagą, a bieganie było ostatnią rzeczą na jaką miałem ochotę. Oczywiście nasz nauczyciel, ani nas nie przygotował do startu, ani z nami nie trenował biegania. Pewnego dnia zwyczajnie zapowiedział, że będziemy biec (on rzecz jasna nie) i tak to się stało. Do dziś pamiętam jaką mordęgą i koszmarem było dla mnie przebrnięcie przez te 2 km. Momentami byłem bliski zawału, ale jakoś doczłapałem do mety budząc ogólną wesołość wśród kolegów oczekujących na mnie na szczycie tej Golgoty.
Gdy rodziła się moja pierwsza córcia, za szpitalnymi oknami padał śnieg. Nie do końca uświadamiałem sobie wtedy, jak bardzo to jedno wydarzenie może odmienić moje życie. Kilka dni później już wiedziałem. Kolki, odparzenia, ulewanie mleka, permanentny brak snu i czasu, to jednie mały fragment tego, co spadło na nasze (moją i żony) głowy po porodzie. Bywały noce kiedy bujając do snu płaczące maleństwo zastanawiałem się na co mi to było?
