Wspomnień czar

, Brak komentarzy

Gdy zostałem ojcem jedną z rzeczy, których nie mogłem się doczekać było czytanie dziecku bajek na dobranoc.Do dziś uwielbiam to robić, chociaż starsza córcia niestety wybiera często tytuły, za którymi nie przepadam. Dodatkowo bywa, że muszę jeden z nich czytać siedem razy w tygodniu! Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. Za każdym razem próbuję bowiem coś zmienić w historii, tak żeby mała mogła to wyłapać i zwrócić mi uwagę. Czasami wręcz sama się dopomina żebym coś przekręcił i tak czytanie po raz setny tego samego robi się znacznie ciekawsze. Bywa też, że powtórne czytanie jakiegoś tytułu wykorzystuję do szlifowania moich mizernych talentów aktorskich – a to zmieniam głos jakiejś postaci, a to staram się być bardzo aktywnym narratorem. Ostatecznie, pomimo powtarzalności, zawsze z córcią bawimy się znakomicie, a o to przecież chodzi.

Od pewnego jednak czasu książki przed snem poszły w odstawkę. Córcia wymyśliła żeby zamiast czytania opowiadać, ale nie bajki, co to to nie (bajki też przerabialiśmy, ale o tym kiedy indziej). Mam opowiadać historie z mojego życia! Dodatkowo córcia wybiera sobie np. czy dziś ma być zabawna, czy smutna. Początkowo wydało mi się to całkiem fajnym pomysłem - powspominam sobie stare czasy, a przy okazji uśpię dziecko. Później okazało się jednak, że to wcale nie takie proste przypomnieć sobie ciekawe opowieści z dzieciństwa i młodości. Oczywiście córcia cieszy się bardzo gdy opowiadam nawet coś banalnego, historie dotyczące zwykłego wyjazdu na grzyby, w góry czy nad morze. Cała trudność polega jednak na tym żeby przypomnieć sobie coś bardzo ciekawego. Wczoraj na szczęście uratowały mnie wspomnienia o moim żółwiu, pięciu chomikach, czterech świnkach morskich i dwóch psach. Cały ten zwierzyniec towarzyszył mi przez większość mojego życia, więc jest co wspominać i o czym opowiadać. Bywają jednak wieczory, kiedy strasznie trudno znaleźć mi wśród wspomnień nową historię. Szczególnie gdy chcę wyciągnąć coś z bardzo wczesnego dzieciństwa. Próbowałem nawet sprawdzić jak daleko sięga moja pamięć, przypomnieć sobie jakie mam pierwsze świadome wspomnienia. Wydaje mi się, że są to już czasy przedszkolne, wcześniejszych wydarzeń nie potrafię w głowie odnaleźć, chociaż pewnie gdzieś tam sobie siedzą. W każdym razie takie opowieści z własnej przeszłości, to nie lada wyzwanie.

Jeśli zatem macie np. dość czytania na jakiś czas, a żadna ciekawa bajka nie przychodzi wam do głowy, zaproponujcie dzieciom wspomnienia z dzieciństwa. Z jednej strony sami sprawdzicie czy wasza pamięć daje radę, a z drugiej przypomnicie sobie jak to było być dzieckiem. Warto też opowiedzieć pociechom np. o tym jak wyglądał kiedyś telefon, albo, że telewizory nie miały pilotów, wieczorynka trwała dziesięć minut, a komputer można było zobaczyć w filmie science fiction. To dopiero były czasy!

Ten dzieciaczek na zdjęciu, to oczywiście ja!

Jacek Łosak

0 komentarze:

Prześlij komentarz